W ostatnich miesiącach bezprecedensowe ataki i przemoc wobec Palestyńczyków stały się codziennością.
Analitycy w Izraelu twierdzą, że mimo ogłoszonego zawieszenia broni w Strefie Gazy kraj nadal podąża drogą eskalacji. Wymuszone przez USA zawieszenie broni z 10 października nie ograniczyło regularnych izraelskich ataków na Gazę ani nie doprowadziło do rozliczeń politycznych i społecznych, mimo że wielu międzynarodowych obserwatorów uznało wojnę za ludobójczą. Wręcz przeciwnie — jak mówią eksperci — poczucie pełnej bezkarności tylko wzmocniło przemoc antypalestyńską zarówno w Izraelu, jak i na okupowanym Zachodnim Brzegu. Wielu na świecie pozostaje przekonanych, że zawieszenie broni rozwiązało problem, podczas gdy sytuacja na miejscu nadal się pogarsza.
W Knesecie wysoko postawiony poseł partii rządzącej otwarcie bronił skazanego ultranacjonalisty Meira Kahane, uznawanego dotychczas nawet przez izraelską prawicę za postać skrajnie kontrowersyjną. Jego ruch Kach, określany jako organizacja terrorystyczna, jest wciąż zdelegalizowany. Parlament prowadzi równocześnie debatę nad przywróceniem kary śmierci oraz rozszerzeniem katalogu przestępstw, których może dotyczyć — zmian, które jednoznacznie obejmują Palestyńczyków.
Zgodnie z projektem ustawy przedstawionym przez ultranacjonalistycznego ministra bezpieczeństwa narodowego Itamara Ben-Gvira — skazanego niegdyś za wspieranie „terroryzmu” i znanego z poparcia dla Kahane — kara śmierci miałaby obowiązywać wszystkich uznanych za winnych zabójstwa Izraelczyków z pobudek „rasistowskich” oraz „w celu zaszkodzenia Państwu Izrael i odrodzeniu narodu żydowskiego na jego ziemi”. Projekt przeszedł pierwsze czytanie w tym tygodniu.
„Brak jakiejkolwiek presji ze strony sojuszników, by pociągnąć Izrael do odpowiedzialności, wyraźnie odbija się w pracach Knesetu” — komentuje analityk i były izraelski negocjator pokojowy Daniel Levy. — „Nie ma poczucia, że doszło do nadużyć ani że ktokolwiek powinien za nie odpowiadać”.
Nawet izraelskie media, zazwyczaj entuzjastycznie nastawione do działań wojennych w Gazie, odnotowują zaostrzenie nastrojów. Trwają prace nad ustawą przewidującą zamknięcie Radia Wojskowego w związku z rzekomo „politycznymi” treściami, które — zdaniem ministra obrony Israela Katza — mogłyby osłabić armię. Równolegle rozważane jest rozszerzenie tzw. „ustawy Al-Dżaziry”, umożliwiającej zamykanie zagranicznych mediów uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
„Izrael przez dwa lata kumulował tę energię w warunkach ludobójstwa” — powiedziała Orly Noy, redaktorka hebrajskojęzycznego Local Call. — „Zawieszenie broni i powrót zakładników nie zmieniają faktu, że rasizm, supremacja i jawna przemoc nadal są obecne. Codziennie widzimy pogromy dokonywane przez żołnierzy i osadników na Zachodnim Brzegu. Codziennie dochodzi do ataków na palestyńskich kierowców autobusów. Mówienie po arabsku stało się niebezpieczne — nie tylko w granicach z 1948 roku, lecz wszędzie”.
Na Zachodnim Brzegu przemoc wobec Palestyńczyków osiągnęła bezprecedensowy poziom. Według Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) w miesiącu ogłoszenia zawieszenia broni odnotowano 264 ataki — średnio osiem dziennie, najwięcej od początku monitoringu w 2006 roku.
Napięcia rosną również wewnątrz Izraela. We wtorek prawicowi demonstranci otoczyli dom w Pardes Hanna koło Hajfy, gdzie odbywało się spotkanie zorganizowane przez ajmiana Ayamna Odeha, palestyńskiego posła do Knesetu. Tłum skandował „Terrorysta!” oraz „Niech twoja wioska spłonie”, próbując przerwać zebranie, mimo obecności policji.
W poniedziałek w Sądzie Najwyższym Izraela dwóch żołnierzy oskarżonych o brutalny gwałt zbiorowy na palestyńskim więźniu w Sde Teiman spotkało się nie z publicznym potępieniem, lecz z oklaskami i okrzykami „Jesteśmy Jednostką 100”. „Nie wiwatują na gwałcicieli, tylko na ideę, że nic już się nie liczy” — komentuje politolog Ori Goldberg. — „Ludobójstwo dewaluuje wszystko. Kiedy raz go dokonasz, nic nie ma konsekwencji — ani dla tych, którzy zginęli, ani dla ciebie samego. Zostaje pustka”.
W środę słowa Goldberga zdawał się potwierdzać Nissim Vaturi, wiceprzewodniczący Knesetu z rządzącej partii Likud premiera Benjamina Netanjahu. Zapytany, czy popiera „żydowski terror”, odpowiedział: „Popieram go. Kahane miał rację w wielu sprawach, w których my, naród Izraela, się myliliśmy”. Nawiązywał przy tym do byłego parlamentarzysty skazanego za „terroryzm” w Izraelu i USA, którego ruch Kach pozostaje zdelegalizowaną organizacją terrorystyczną w większości krajów świata.
„Jeśli już uda się wymusić zgodę na ludobójstwo, należałoby przynajmniej działać, by ograniczyć okrucieństwo — czego nie widzimy” — podsumowuje Levy. — „Przeciwnie, poziom przemocy utrzymuje się na maksymalnym poziomie”.


